Wyłapowo, miasto pełne przygód

New post

OD PYŁKU – "JAK KAŻDY LIS"

𝘱𝘳𝘻𝘦𝘴𝘻ł𝘰ść

Psowaty wcisnął się w głąb klatki, czując, jak ogarnia go ból. Ale nie był to taki zwyczajny, a raczej psychiczny ból. Jego mózg codziennie doznawał tymczasowego lęku i naburmuszenia. Zdawał sobie sprawę z tego, że te ukłucia bólu były coraz częstsze, chociaż próbował się tym nie przejmować. Lis spojrzał do przodu i machnął ogonem.

Muszę znaleźć sobie coś do zrobienia – pomyślał znudzony.

– Foxi? – szepnął.

Młodszy lis, który akurat spał, przewrócił się na bok i drgnął, po czym otworzył oczy.

– Tak, panie Pyłku?

Lis zmrużył oczy z rozbawieniem. Był już przyzwyczajony do tego, iż Foxi potrafił się dziwnie zachowywać.

– Nie musisz mówić mi na "Pan" – odpowiedział. – Nie jestem znacznie starszy od ciebie.

– Naprawdę? – zapytał lisek, otwierając szeroko oczy. – Czyli dwa lata to wcale nie jest aż tak dużo?

Lekko speszony Pyłek zmarszczył brwi, po czym pokręcił głową.

– Chcesz w coś zagrać albo się pobawić? Możemy spróbować pościgać się w liczeniu prętów w klatce.

Cierpliwie poczekał na reakcję Foxiego, a w tym czasie rozejrzał się dookoła. Krajobraz był bardzo ładny, przed fermą lisów szumiały drzewa, zaś w oddali można było z trudem zauważyć lotnisko. Z rozmarzeniem pomyślał o tym, jak bardzo chciałby kiedyś uciec z tego miejsca. Codziennie widział lisy rażone prądem. Zmrużył oczy, a potem westchnął.

– Pyłku? – wyrwał go z zamyślenia młodszy.

– A... Och, słucham?

– Oczywiście, że chcę! Zacznijmy już teraz, ale najpierw musimy sprawdzić czy nasze klatki są równe.

– Raczej czy są takiej samej wielkości – poprawił go.

Foxi przekrzywił główkę. W końcu Pyłek zmarszczył brwi i skrzywił się, ponieważ rozbolał go brzuch.

Nagle nabrał haust świeżego powietrza, wyczuwając nosem jakiś zapach. Przypomniał sobie, iż w pobliżu kryje się szop pracz, szarobiałe, małe zwierzę, które po chwili stanęło przed prętami jego kojca. W jednej chwili wpadł mu do głowy pewien pomysł. Lis spojrzał z uśmiechem na szopa i wygrzebał z brudnego kąta klatki resztki po karmie, którą karmione były lisy. Zwabił go, by podszedł bliżej, na chwilę wstrzymując ruch.

– Co pan robi? – zdziwił się Foxi.

Szop pracz podskoczył do jedzenia, opierając łapki na zakluczeniu od klatki. Wtedy otworzyła się, a Pyłek szczęśliwie czmychnął z niej w bok i mruknął:

– Udało mi się wydostać... Udało mi się! Więc życie w Wyłapowie już nie będzie takie samo.