New post
OD EMILA – "CO TO JEST DZISIAJ?"
Ręce chłopca skupiały się tylko na wałkowaniu ciasta. Nie myślał o tym, dlaczego to robi, po prostu poddawał się pracy. Lubił pomagać innym, zwłaszcza, że za wyrabianie pieczywa dostawał zapłatę. Miał tylko piętnaście lat, ale mistrz Aethelgard już wybrał go na swojego czeladnika.
– No proszę... Bierz się do wykonywania zadania, bo jak będziesz wałkował tak ślimaczym tempem, to okres próbny potrwa jeszcze długo! – usłyszał nagle.
– Och. Przepraszam – odpowiedział nauczycielowi i szybko uformował ciasto. Potem wsunął blachę do pieca, będąc myślami zupełnie gdzieś indziej.
Pozwalając sobie na chwilę odpoczynku, wyjął z kieszeni kompas. Choć był mały, a na pierwszy rzut oka wyglądał zwyczajnie, na jego spodzie była naklejona kartka z zamazanymi liczbami. Poza tym wskazówki były wykonane z prawie czystego złota, więc przedmiot był bardzo drogocenny. Zaczął obracać go w ręku, obserwując wskazówki.
Wówczas niespodziewanie do piekarni wpadła szczupła dziewczynka chodząca o kulach. Emil znał ją z widzenia i wiedział, że to córka piekarza.
Spojrzał na nią ukradkiem i zmrużył oczy. Ciekawe, po co tu przyszła.
– Hej, tato – mruknęła. – Dałbyś mi... To znaczy, chodziło mi o to, czy mogę coś kupić? Zrobiłam się trochę głodna.
Oczywiście się zgodził, dał jej nawet zniżkę, dlatego też po chwili usiadła w rogu pomieszczenia, jedząc drożdżówkę. Na sam widok wypieku z owocami, Emilowi pociekła ślinka. Jednak postanowił nie ruszyć się z miejsca i poczekać, aż chleb się upiecze.
Niestety się przeliczył. Dziewczyna wstała, po czym widocznie zainteresowała się jego kompasem.
– Co tam trzymasz? – zapytała. Bez wahania odpowiedział jej, ale nie pozwolił dotknąć kompasu.
– Ja nie wierzę – Uśmiechnęła się. – jaki ty masz delikatny głos.
Piętnastolatek westchnął i zmrużył oczy. Tymczasem dało się usłyszeć głośny dzwonek informujący, że może wyjąć blachę z pieca. Zrobił to, uważając, żeby się nie poparzyć, a następnie spojrzał na córkę piekarza.
– Dlaczego chodzisz o kulach i jak masz na imię? Ja nazywam się Emil.
Przedstawiła się jako Renia. Opowiedziała też o tym, jak przypadkiem przewróciła się mocno na deskorolce. Słuchał w ciszy, nie przerywał. Gdy tylko nauczyciel odszedł do spiżarni po składniki, chłopiec zrobił przerwę w wałkowaniu.
– Wiesz co? Zauważyłem ostatnio coś dziwnego, może niedługo razem to sprawdzimy?
Renia pokiwała z zaciekawieniem głową, dokańczając drożdżówkę.
– Jasne, tylko będę musiała poprosić tatę o zgodę – mruknęła.
Po kilku sekundach drzwi do piekarni otworzył jego ojciec i wszedł do środka. Rozejrzał się wokół ze znużeniem, ale tak, jakby był z niego dumny. Emil zrozumiał dlaczego, nie miał rodzeństwa, więc był jedynym dzieckiem w najbliższej rodzinie taty.
– Zabieram młodego – powiedział, patrząc wymownie na syna.
Emila – zirytował się w myślach czeladnik. Potajemnie przybił piątkę z koleżanką tak, by nikt tego nie dostrzegł i poszedł za tatą. Starannie schował kompas do kieszeni na oczach wszystkich osób dookoła.
– Mhm – przytaknął mistrz, nie podnosząc głowy znad blatu. Emil zrozumiał, że czeka go jeszcze duża część dnia do wykorzystania.